Interesując się
zdrowym trybem życia, ćwiczeniami itd, nie sposób przegapić osoby takiej jak
Ewa Chodakowska. Zwłaszcza teraz, kiedy została nazwana osobą , która ruszyła
tyłki polaków z sofy.
Wcześniej trochę
jeszcze cicho działająca, teraz już na każdym kroku rozpoznawana, mająca swoich
idoli jak i przeciwników – co wcale nie jest dziwne, bo tak jest we wszystkim, i
w sumie tak powinno być. Nie jest możliwe mieć tylko samych swoich pupilów ;)
![]() |
| źródło zdjęcia - internet |
Ni mniej jednak,
pomimo tego, że obserwuję ten cały ruch już od jakiegoś
czasu, sama nie biorąc w nim udziału, dalej nie wiem i nie jestem sama
przekonana.
Raz spróbowałam skalpel'a w domu, i
po wrażeniu, że mam jednak za mało miejsca, zaprzestałam po tej jednej
próbie (uroki małego mieszkania i wieczny problem z miejscem na wszystko).
Zaprzestałam
oczywiście ćwiczenia z samą Ewką z błyszczącego telewizora, chodzenie na
siłownie i inne zajęcia zostały bez zmian.
I teraz moje
pytanie, jak sądzicie czy warto ćwiczyć w domu np z proponowanymi ćwiczeniami
przez Chodakowską w dni kiedy nie chce
nam się treptać na siłownie?
Co ma większy sens, siłownia etc dzień przerwy,
czy jednak jako lajtowe podejście na ‘rozciągnięcie’ i rozgrzanie całego ciała,
partia ćwiczeń w domu? No może nie lajtowe, ale coś innego niż zawsze, i nie systematycznie tylko raz na tydzień?
Ja do tej pory,
jak już zostawałam w domu to ćwiczyłam jakieś rozciąganie z gumami, pilates.
Widać nic skocznego, tylko tak żeby porozciągać się, nie przesiadując całego
dnia po pracy na tej nieszczęsnej sofie ;)
